Przypadkowe spotkanie

Nie mogła znaleźć kluczy. Gdy szukała ich w torebce i kieszeniach kurtki, w mojej głowie kotłowało się mnóstwo pytań. Czy powinienem tu być? Kim ona w ogóle jest? Co ja tutaj właściwie robię? Z gonitwy niepotrzebnych myśli wyrwało mnie szczęknięcie zamka. Przeprosiła, że trwało to tak długo i wpuściła mnie na klatkę. Dopiero teraz zauważyłem, że ma zgrabiałe dłonie od zimna i deszczu. Koniec lata przyniósł częste burze i chłodne, deszczowe wieczory, takie jak ten. Ale w tamtym momencie nie czułem zimna. Wręcz przeciwnie, od wewnątrz rozgrzewało mnie przyjemne ciepło. Gdy oboje weszliśmy na klatkę zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Zostawiliśmy szum deszczu i zgiełk ulicy za sobą. Ogarnął nas intymny półmrok..

– Ostatnie, czwarte piętro – powiedziała, poprawiając mokre włosy. Zaczynały kręcić się od wilgoci.

Spojrzała przelotnie w moje oczy z nieśmiałym uśmiechem, ale szybko ruszyła po schodach, najwidoczniej tak samo speszona jak ja. Drewniane stopnie oddawały ciche westchnienia przy każdym jej kroku. Poza tym panowała cisza; grube ściany skutecznie oddzielały nas od świata.

Nigdy bym nie pomyślał, że nasze drugie spotkanie będzie miało swój finał w jej mieszkaniu. Poznałem ją jakiś tydzień wcześniej, podczas niedzielnej przechadzki z moją siostrą, jej synkiem i psem po pobliskim parku. Choć słowo „poznałem” jest trochę na wyrost. Widzieliśmy się tego słonecznego popołudnia zaledwie w przelocie.

Kilka dni wcześniej rzuciła mnie dziewczyna, z którą miałem jechać nad morze. Wszystkie wakacyjne plany wzięły więc w łeb. Postanowiłem wtedy odwiedzić dawno nie widzianą siostrę.

Nasz pierwszy wspólny spacer przebiegał w bardzo kordialnej atmosferze. Przekomarzaliśmy się dość głośno, śmialiśmy. Dla postronnych osób wyglądało to na popołudniową przechadzkę szczęśliwego małżeństwa. Tak też pewnie pomyślała o nas brunetka ze zgrabnymi nogami, którą mijaliśmy wtedy nieopodal największego w parku jeziorka. Zauważyłem, że przypatrywała mi się znad czytanej książki jakby trochę za długo, zbyt ciekawsko. Mijając ją jakiś czas potem, czułem – albo tak mi się tylko zdawało – jej spojrzenie na moich pośladkach.

Rozkosznik - opowiadanie Spotkanie w parku

Nim się spostrzegłem, stanęliśmy przed solidnymi drzwiami od mieszkania. Tym razem uporała się z zamkiem z należytą właścicielce wprawą. Przestąpiła próg pierwsza, otwierając przede mną podwoje mieszkania. Kiedy zdjąłem buty, zaprowadziła mnie do kuchni.

– Usiądź – wskazała na krzesło za stołem – zaraz przyniosę ręcznik, ale najpierw wstawię wodę. Przyda się nam gorąca… herbata? – spojrzała na mnie wyczekująco.

Kiedy przytaknąłem, zabrała się za nalewanie wody do czajnika. Ja tymczasem przyglądałem się jej w milczeniu. Długie ciemne włosy, proste na początku naszego spotkania, teraz pod wpływem wilgoci zaczynały wywijać się w niesforne kędziorki. Mokra koszula lgnęła do ciała, uwydatniając przy każdym ruchu właścicielki jego naturalne załamania i wybrzuszenia. Rzuciła jeszcze w moim kierunku ukradkowe spojrzenie – pewnie sprawdzała, czy ją obserwuję – i  zniknęła za drzwiami bez słowa.

Filigranową brunetkę tydzień później odnalazłem dokładnie w tym samym miejscu, w którym ujrzałem ją po raz pierwszy. Dzień nie był już tak uroczy jak wcześniej. Słońce chowało się za chmurami, a mimo to było bardzo duszno. Siedziała na ławce obok największej wierzby. Miała piękny widok na jezioro, ale raczej nie korzystała z tego przywileju. Na kolanach bowiem trzymała książkę i to w nią była wpatrzona. Przysiadłem się bez słowa, niby oglądając przepływającego łabędzia. Początkowo nie zwróciła na mnie uwagi. Wzrok znad lektury podniosła dopiero, kiedy odchrząknąłem znacząco i odzwierciedliłem jej ułożenie ciała, tj. założyłem nogę na nogę.

Wydawała się obojętna; przynajmniej na twarzy, która pozostała skupiona. W oczach zaś dojrzałem życzliwe zaciekawienie. Ponownie odniosłem wrażenie, że bada mnie tymi bursztynowymi kamykami nieco zbyt długo.

Zaczęliśmy rozmawiać. Jak się okazało czytała „Strach przed lataniem”. Potem mieliśmy trochę rozprostować nogi podczas przechadzki po parku. Wtedy jednak niebo pociemniało jeszcze bardziej, a po dosłownie chwili zaczął padać rzęsisty deszcz. Taki stan rzeczy można było przewidzieć; na deszcz zapowiadało się od rana, jednak żadne z nas nie miało przy sobie parasola. Nim zdążyliśmy się schronić pod najbliższym drzewem, nasze ubrania były już mokre. Zaproponowała wtedy, żebym wpadł do niej na kubek ciepłej herbaty, bo mieszka rzut kamieniem…

Z zamyślenia wyrwało mnie ciche postękiwanie czajnika. Już chciałem wstać, gdy usłyszałem, żebym się nie kłopotał. Stała w drzwiach. Przebrała się: miała teraz na sobie jasnoszare, dresowe spodnie i niebieską koszulę na krótki rękaw, także jasną.  Musiała mnie obserwować dłuższą chwilę. Przyłapała mnie na zamyśleniu. Nieco zaskoczony, z lekko otwartymi ustami i wpatrzonym w nią wzrokiem, musiałem wyglądać zabawnie. Uśmiechała się pod nosem. Po chwili rzuciła w moim kierunku ręcznik a sama podeszła do kuchenki. Wtedy dopiero tak naprawdę otworzyłem usta, już nie w zdziwieniu, ale w zachwycie. Krew uderzyła mi – nie tylko do głowy.

W kobiecym ciele najbardziej pociągają mnie nie duże piersi – wręcz przeciwnie, wolę średnie lub nawet małe – ale duże – pełne kłębiących się, zmiennych uczuć – oczy. Tuż za nimi plasują się nogi i pupa. Wiedziałem, że dziewczyna ta ma całkiem ładne nogi i zgrabną pupę. Walory te podkreślały nieznacznie dość obcisłe jeansy, które wcześniej miała na sobie. Teraz jednak, delikatny, jasny materiał, znacznie cieńszy od jeansu, idealnie otulał jędrną pupę, podkreślając naturalne wgłębienie… Nie, nie miała na sobie stringów, ale i tak widok ten przyprawił mnie o szybsze bicie serca. Nagle zrobiło mi się gorąco…

Zalała jeden kubek wrzątkiem, po czym otworzyła drzwiczki górnej półki i próbowała po coś sięgnąć. Nie była zbyt wysoka, więc musiała wspiąć się na palce. Przechyliła się przy tym lekko do przodu i wypięła jednocześnie pupę. Bluzka podniosła się w górę. W wolnej przestrzeni zaświtała jasna skóra, ale i coś jeszcze. Spod spodni wyłaniały się lekko niebieskie majteczki.

– Zapomniałam o cukrze – powiedziała wsypując dwie łyżeczki do swojego kubka. – Tobie też posłodzić?… –  zawiesiła pytanie.

Stałem tuż za nią. Nie mogła usłyszeć moich kroków, podszedłem bezszelestnie. Może poczuła mój zapach? Nie odwracała się, ale jednocześnie jej dłonie zamarły: jedną oparła o blat szafki, w drugiej wciąż trzymała łyżeczkę. W pomieszczeniu zrobiło się dziwnie duszno. W ustach miałem tak sucho, że początkowo nie byłem w stanie wydobyć z siebie głosu. Dopiero po chwili szepnąłem ochryple tuż przy jej uchu:

– Pozwolisz, że sam osłodzę?

Lekko zadrżała na dźwięk nie tyle słów, co samego brzmienia głosu. A może przeszedł ją dreszcz, bo poczuła mój gorący oddech na swojej szyi? Nie spodziewała się, że posunę się tak daleko… Więc po co by się tak ubierała – skromnie a jednocześnie ponętnie? Najpewniej zaskoczyło ją tempo wydarzeń.

Musnąłem szyję subtelnym pocałunkiem. Rozwarła lekko usta, zaczęła głębiej oddychać. Obie dłonie położyłem na jej biodrach. Gładziłem brzuszek. Wsunąłem je wreszcie pod bluzkę i tam zacząłem delikatnie masować skórę okrężnymi ruchami. Jednocześnie twarz zanurzyłem w jej włosach. Pachniała jeszcze deszczem, ponętną wilgocią.

Moje dłonie zaczęły wędrować w górę. Wewnętrzna strona sunęła gładko po jedwabistej skórze; zewnętrzna zaś ocierała się powoli o szorstki – taki się wtedy wydawał – materiał ubrania. Bluzka była zbędna, przeszkadzała i drażniła tylko. Lewą dłonią dotarłem do podnóża piersi, pocierałem czubkami palców o chropowaty stanik. Drugą zaś chciałem podwinąć bluzkę.

Nie pozwoliła mi na to. Zatrzymała moją rękę. Byłem zawiedziony, lekko zły nawet. Naparłem dołem ciała zdecydowanie na jej pośladki, przyciskając ją do szafki. Musiała poczuć moją gotowość.

– Nie – powiedziała stanowczo.

Zwolniłem nacisk, tak by mogła się oswobodzić. Myślałem, że już po wszystkim, że przez moją niecierpliwość obejdę się smakiem. Jednak kiedy odwróciła się do mnie, jej twarz zastygła na chwilę w lekkim grymasie złości. Spojrzała mi głęboko w oczy, a z jej czoła znikały zmarszczki gniewu. Pocałowała mnie nieśmiało. Co mogła ujrzeć we wpatrzonych w nią oczach? Tylko jedno – pożądanie.

Ponownie objąłem ją w talii i przytuliłem do siebie. Zaczęliśmy się całować. Najpierw powoli badaliśmy nasze wargi, potem oddaliśmy się głębszym i bardziej zdecydowanym pieszczotom. Dłonie nigdzie nie mogły zagościć miejsca na dłużej – wodziłem nimi od twarzy i karku po pośladki, gładziłem włosy i plecy. Wsunąłem jedną pod bluzkę i sunąłem wzdłuż linii kręgosłupa. Czułem jak jej ciało napręża się. Kiedy dotarłem do piersi, zadrżała i przestała całować mnie. W jej oczach dojrzałem rosnące pożądanie. Czekała z niecierpliwością na mój dalszy krok. Wsunąłem dłoń pod miseczkę i objąłem całą pierś. Ściskałem i puszczałem, masowałem… Za każdym razem, gdy musnąłem sutek – stał już naprężony – przymykała oczy, a rozszerzała nieznacznie usta.

Drugą ręką tymczasem odpiąłem zapinkę od stanika. Podniosłem bluzkę i odchyliłem miseczki. Na jej gładkiej twarzy malowało się zażenowanie, ale nie zaprotestowała, kiedy zacząłem całować jej „parę gołębi”. Najpierw dookoła, potem coraz bliżej szczytów. Czułem, jak jej ciało wita mnie i zaprasza: pręży się, drży pod wpływem dotyku i pieszczot. Droczyłem się z nią. Wodziłem ustami tak, aby niby przypadkiem muskać sterczący sutek – za każdym razem przyspieszała oddechu – ale nigdy nie skupiałem się na nim. W końcu nie wytrzymała i sama przycisnęła moją głowę do siebie.

Innego zaproszenia nie potrzebowałem. Teraz już się nie droczyłem, ani nie bawiłem w delikatności: ssałem, brałem w usta i pociągałem, lizałem natarczywie, troszkę nawet przygryzałem sterczący sutek. Jej dłonie głaskały mnie po twarzy i włosach. Moje zaś – ściskały drugą pierś.

No Older Articles

Napisz, co myślisz!

Specify a Disqus shortname at Social Comments options page in admin panel





Na logo znajduje się fuksjowy napis Rozkosznik.