Grzeszna katoliczka

Uwaga: istnieje nikłe ryzyko, że to opowiadanie erotyczne może urazić Twoje uczucia religijne. Nie mów, że nie ostrzegałem 🙂 

Swoją drogą, nie jest to nawet klasyczne opowiadanie, a raczej zbiór przemyśleń i reminiscencji. Mam nadzieję, że posmakuje Ci ta nowa forma.

Doskonale wiem, że o katolickich dziewczynach krążą legendy. Z tą główną, na czele – anioła-diablicy. Świątobliwa cnotka na zewnątrz, a w skrytości wyuzdana seks-maszyna. Takie dziewczyny mają starannie ułożone włosy, w szkole są zawsze grzeczne, w kościele siedzą cicho w ławach, ze spuszczonym wzrokiem i z dłońmi złożonymi na złączonych kolanach, obowiązkowo w białej koszulce i ciemnej spódniczce sięgającej za kolana. Jednak gdy tylko nauczycielka czy katecheta odwracają wzrok, diabelska natura takich dziewczyn bierze górę: gotowe są od razu podciągnąć spódniczki i pokazać nieśmiałym chłopcom śnieżnobiałe czy jasno różowe majtki, zza których wystają obfite kędziorki czarnych włosów łonowych. Na studiach to już prawdziwe ladacznice: z katolickiej ortodoksji pozostaje im co najwyżej strach przed nieślubną ciążą, no może jeszcze niechęć do połykania i brania w pupę. 

Jak wiele w tym stereotypie prawdy, a w jakim stopniu stanowi on tylko projekcję mokrych marzeń sennych niewyżytych seksualnie młokosów, którzy naoglądali się za dużo amerykańskich filmów o nastolatkach? Oczywiście zdecydowanie to drugie. Taki obraz jest najwyraźniej ubogim krewnym starego jak nasza kultura mitu, tandetną podróbką figury świętej-ladacznicy. Ale jak w każdej historii, także w tej o aniele-diablicy znaleźć można ziarenko prawdy. 

Przyznaj, czy nie znasz przynajmniej jednej koleżanki, która wpisywałaby się (przynajmniej wg nieprzychylnych plotek) w ten obraz? Ja znam całkiem dobrze. Choć oczywiście moja Mała Katoliczka była zarazem podobna do odmalowanego przed chwilą obrazu, jak i zgoła odmienna. 

Gdy ją poznałem, była niczym niewyróżniającą się studentką jednego z kierunków medycznych. Skryta i raczej cicha, zawsze grzecznie ubrana i uczesana, z obowiązkową bozią na piersi (choć trudno było ją dostrzec, bo dekolt nosiła skromny). Przy bliższym poznaniu okazywała się całkiem bezpretensjonalna, czasami trochę zadziorna, a jeszcze rzadziej rzucająca wyzwanie. 

Jednak przy jeszcze bliższym zapoznaniu odkryłem, że jej cnotliwa duszyczka targana jest niejednym ciemnym pragnieniem. Poniżej tylko niektóre grzeszki, którymi mnie uwiodła.

Cnotka niewydymka

Nie chciała się pieprzyć. Robótki ręczne, obciąganko (i to z finałem w buzi), na Hiszpana, delikatna palcówka bez naruszenia dziewictwa, lizanie muszelki — jak najbardziej. Przez chwilę próbowaliśmy nawet seksu analnego. Ale wszelkie eksperymenty kończyły się w momencie, gdy docieraliśmy do ściany, a raczej muru dziewictwa. Tę mityczną błonę zamierzała zostawić na grand finale. Mógłbym go sforsować tylko po bożemu, na łożu małżeńskim. Zatem program dowolny był bardzo bogaty, ale występ należałoby zdyskwalifikować ze względu na nieprzestrzeganie regulaminu, brak programu klasycznego.

Nie powiem, na początku było to nawet fajne. Trochę zabawnie staromodne, a trochę budzące szacunek. Zwłaszcza że moja Katoliczka miała dużo do zaoferowania. Potrafiliśmy całować się, nie — lizać się — całymi godzinami. Od delikatnych muśnięć powiek (to ma chyba nawet swoją nazwę — pocałunek motyla?), przez soczyste całusy w policzek, szyję i nieśmiałe zapasy językami, a skończywszy na wbijaniu paznokci w ramię, przygryzaniu płatków uszu i warg oraz ssaniu rozkosznych kamyków-sutków. 

Do tego doszedł jeszcze jej róg obfitości — jej nienasycona cipka. Nieustannie mokra, napęczniała sokami brzoskwinka, w którą z lubością wpijałem usta. Innym razem przypominała delikatną różyczkę, wypełnioną poranną rosą, z nieregularnymi płatkami (jednym większym, drugim mniejszym — co moją kochankę napawało wstydem, a mnie bezwstydnym zachwytem za każdym razem, gdy jej powabna różowość rozkwitała przed moimi oczami).

Jej kobiecość była niczym niewyczerpana oaza, wokół której rosną wonne kwiaty i wysokie daktylowce, wydające co noc słodkie, mięsiste owoce. Opychałem się nimi aż do zemdlenia. Choćbym był nie wiem jak łapczywy i nienasycony, jej źródełko czekało zawsze pełne po brzegi.

Mam w pamięci wiele obrazów. Ugrzęzły mi w głowie ciężko i wyraźnie, jakbym oglądał je wczoraj. Oto jeden z nich, nieco zabawny: leżę na wykładzinie kanciapy, która pełni funkcję pokoju do nauki, a na mojej twarzy siedzi ona, moja Mała Katoliczka z wisiorkiem Bozi między dziewczęcymi piersiątkami. Właściwie to nie siedzi, ale w pewien sposób ujeżdża mnie, używa mojej twarzy do robienia sobie dobrze. Wtedy nie wiedziałem, że nazywa się to po prostu face fucking

Jak się tam znaleźliśmy? Cóż, chcieliśmy wykorzystać chwilę, gdy jej rodzice pojechali na zakupy. Na pomysł z podłogą wpadłem ja, ale Katoliczka szybko załapała, o co chodzi i wymyśliła resztę zabawy. 

Początkowo niby się wstydzi, niby nie wie, jak to zrobić, ale już po chwili podwija spódniczkę, odciąga majtki na bok i pokazuje mi swoją nabrzmiałą od soków brzoskwinkę. Po chwili, krótkim dopasowaniu naszych ciał, oddajemy się wyuzdaniu bez reszty. Porusza rytmicznie biodrami, pociera muszelką, pozwala mi jeszcze spokojnie lizać się i całować, ale bardzo szybko przejmuje inicjatywę. Kładzie dłonie na mojej głowie, unieruchamia ją udami i pociera się o mnie mocno. Zdecydowanie chwyta za włosy, dociskając głowę do podłogi i wpycha do ust swoją cipkę.

Z trudem łapię powietrze, duszę się po części z braku tlenu, a po części od intensywnego zapachu. Jej włoski mierzą mnie w usta, a soki zalewają twarz i nos, ale jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. 

Czuję, że niedługo skończy. Doświadczam tego fizycznie, wręcz boleśnie, gdy jej drobne uda zaciskają się na mojej głowie z siłą imadła. Unosi biodra, więc widzę wyraźnie jej ciemne, mokre włoski, różowe wnętrze i rozżarzony do czerwoności guziczek. Brakuje mi tylko dźwięku — nie słyszę, czy jęczy, czy piszczy. Może sapie? Albo pokrzykuje? Nie, raczej nie. Nawet z uszami na wpół zakrytymi jej udami usłyszałbym krzyki. 

Noga kobiety tuż przy twarzy mężczyzny, scena z opowiadania o seksie bez penetracji.

Jestem przygwożdżony do podłogi, więc jedyne co mogę zrobić, to w pełni poddać się chwili. Aby wyjść naprzeciw oczekiwaniom mojej lubej, wysuwam język najdalej, jak tylko mogę. (Jestem jak Adam z fresku w Kaplicy Sykstyńskiej, który wyciąga dłoń, by dotknąć Boga. Wszystko tak samo, tylko że ja wyciągam język, a bożkiem jest Cipka mojej kochanki… Mniam, jaki smaczny kawałek kiczu.) 

I tu zaczyna się najlepsze, bo Katoliczka, ta moja cnotka niewydymka, odkrywa przednią zabawę. Zabawę, do której będziemy wracali wielokrotnie. Traktuje mój język jak pal i zaczyna się na niego nabijać. Usztywniam się i wysuwam jeszcze dalej (o ile to w ogóle możliwe). A ona wyrusza w podróż przez nieznane, ale w wiadomym kierunku — na sam szczyt. Skacze po mojej twarzy, ociera się o mnie, szczytuje raz, potem drugi i kolejny. 

Nie wiem, ile razy wędrowała na szczyt i z niego spadała, ale w pewnym momencie trzeba było przerwać tę syzyfową pracę. Cichy, a zarazem tak świdrujący, dźwięk domofonu zaanonsował powrót rodziców z handlowych wojaży. Tak nagle? Jak to możliwe?! (W czasie późniejszej rozmowy wyszło, że spędzili na zakupach prawie dwie godziny.) 

To, co działo się potem, było nie mniej niezwykle, niż wcześniejsze nasze zmagania. Katoliczka wyskakuje z pokoju do nauki jak poparzona, w biegu zmienia mokre majtki na nowe. Mnie nakazuje otworzyć okno w salonie, a sama biegnie do kuchni i tam uchyla drugie, by jak najszybciej przewietrzyć mieszkanie. 

Ach, cóż by to była za heca, gdyby jej małomiasteczkowi, tradycyjnie porządni rodzice wyczuli zapach swojej ukochanej córeczki, (która co wieczór klęczy grzecznie i skromnie przed łóziem, klepiąc paciorek), gdyby wyczuli zapach mokrej piczki swojej córeczki! 

Już jestem na wygnaniu w łazience, gdzie mam się ogarnąć, jak krzyczy zza zamkniętych drzwi moja kochanka. Patrzę w lustro i nie poznaję tej rozczochranej, czerwonej, mokrej od potu i soków twarzy. Jestem oszołomiony, ale nie na tyle, by nie wiedzieć, co zrobić. Myję się czym prędzej i układam włosy. Nawet po umyciu twarzy czuję duszący zapach cipki. Gdy wypluwam pojedyncze włoski łonowe do umywalki, widzę jak wypchane mam spodnie. Dopiero teraz widzę, w jak żałosnej jestem sytuacji, jak pulsuję z żądzy, jak silnie potrzebuję dać ujścia napięciu. 

Mam wielką, mokrą plamę na majtkach. Na szczęście tylko na nich. Strzepuję sobie nad muszlą klozetową, gdy moja sprośna Katoliczka otwiera drzwi rodzicom. Są tuż obok. I choć jestem już prawie u celu, to zatrzymuję się przed niebiańską bramą, nie mogąc jej przekroczyć. Dopadł mnie paraliż. Nie mogę skończyć. Pulsujący, nabrzmiały penis w dłoni, z którym nie wiem, co począć i głosy teściów za drzwiami. Głosy, które paraliżują mnie i przyprawiają o ciarki na plecach (a może to z zimna i potu?). 

W końcu znalazłem ratunek — sięgam po brudne majtki, które moja kochanka rzuciła niedbale na suszarkę. Kleją się od soku, śliny i potu; przyciskam je do twarzy i mocno zaciągam się ostrym zapachem rozkoszy. Cóż za cudowne perfumy! Cóż za ulga, gdy strzepuję ostatnią kroplę napięcia do muszli klozetowej, wyobrażając sobie, że kończę w buzi mojej Katoliczki.

Mój prywatny czyścioszek

Z tym zafiksowaniem na kończeniu w ustach to nie przypadek. Pozwala mi spuszczać się do buzi, kiedy tylko mam na to ochotę. Ba, wręcz sama do tego zachęca! Choć nigdy jej o to nie zapytałem, to wydaje mi się, że po prostu nie lubiła tego całego bałaganu po wytrysku. W sumie słusznie.

Bo choć z czysto samczego punktu widzenia bardzo przyjemnie zostawić swój ślad na ciele kochanki (jest w tym coś bardzo prostego, pierwotnego i władczego, coś na wzór oznaczania swojej własności, zaznaczania terenu), zwłaszcza na twarzy, pupie, biodrach albo piersiach w postaci sznura pereł, ale na takie przyjemności musi być czas i miejsce, i koniecznie poczucie bezpieczeństwa. Jakże trudno o taki komfort, gdy mieszka się wciąż z rodzicami. W zdecydowanej większości przypadków intymne chwile są wyrywane codzienności, jak najładniejsze kwiaty z ogródka sąsiadki: szybko, ukradkiem, jakby mimochodem. A w obu przypadkach liczy się tylko jedno: kradzież musi pozostać niezauważona. 

Zaczęliśmy jednak od planowania zbrodni. Nie był to może plan skoku stulecia, przygotowany z zegarkiem w ręku, ale myśleliśmy o tym wieczorze od dawna. Nic więc dziwnego, że zapamiętałem go z najdrobniejszymi szczegółami. 

Tego wieczoru spotyka mnie nie lada zaszczyt: filigranowa Katoliczka pierwszy raz liże moje berło i spija śmietankę. Ale nie pospieszajmy biegu wypadków. Po kolei. Pod nieobecność rodziców ukochana zaprasza mnie do siebie. Rodziców miało nie być przez cały weekend, więc – choć zaproszenie na noc nigdy nie padło – oboje rozumieliśmy, że zostaję. 

I tak mija nam miło dzień na rozmowach, spacerze i wspólnym posiłku,  a nade wszystko na flirtowaniu. Wieczorem oglądamy film, ale nieuważnie (jaki to był film? nie mam pojęcia). Oboje wiemy doskonale, jak wszystko się skończy. Erotyczne napięcie między nami szybko znajduje ujście, gdy kładziemy się do łóżka. 

Leżę wygodnie na plecach z opuszczonymi do kolan majtkami, a moja kochanka siedzi obok i robi mi dobrze. Jeszcze po dziewczęcemu – na sucho, dłonią. Szybko się męczy, więc co jakiś czas zmienia rękę. Uśmiecha się i patrzy to na mnie, to na palce zaciśnięte wokół penisa. Czuję lekki dyskomfort, gdy jej suche palce suną w górę i w dół, ale nie składam reklamacji. Jestem wniebowzięty, że moją ukochana zaspokaja mnie w ten sposób.

Obserwuje moje reakcje z zaciekawieniem. Każdy mój jęk i pomruk przyjmuje z zadowoleniem. Gdy jestem już blisko finału, nagle przestaje – jej drobne palce nie puszczają mojego berła, ale nieruchomieją wraz ze mną – w pół drogi na szczyt. Nie wiem, o co chodzi. Czy droczy się w ten sposób ze mną, czy może mści za jakąś przewinę?

Wszystko pojmuję, gdy każe mi zamknąć oczy. Nic z tego, że lizałem jej cipkę dziesiątki razy. Nic to, że właśnie mi strzepuje dłonią. Nie mogę przecież widzieć, jak bierze mnie do dziewiczej buzi. Zresztą wcale znów nie tak dziewiczej, jak się okazało, gdy rozmawialiśmy o jej wcześniejszych doświadczeniach…

Robię to, czego chce: obiecuję, że nie będę patrzył/ Zamykam oczy. Kątem oka dostrzegam jeszcze, że mój czyścioszek odwraca wisiorek z Bozią na plecy i pochyla się nade mną. A potem przeszywają mnie dreszcze i czuję tylko, jak uchodzi ze mnie napięcie wraz z ciepłym sokiem.

Tak dawno nie byłem w ustach kobiety, że pomimo nieprzyjemnego, nieprzewidzianego postoju, kończę niemal natychmiast, gdy tylko czuję mokry, silny język na główce i wargi zaciśnięte poniżej korony. Rozlewam się cały w jej ciepłej i miękkiej buzi. Zaciska usta poniżej główki i oblizuje ją językiem. Nieruchomieje i czeka cierpliwie, aż ostatni dreszcz rozkoszy wzdrygnie moim ciałem.

Moje kochanie przyjmie wtedy wszystko, co ze mnie wytrzepała, wylizuje bardzo dokładnie, do ostatniej kropli wręcz. Brakło tylko wisienki na torcie. Zamiast połknąć mleczko, przeprosiła i czmychnęła na chwilę do łazienki.  

Nie znosiła lizania jąder

Pewnego wieczora, gdy jesteśmy sami, bierze mnie za rękę i prowadzi do sypialni. Usiadłem na brzegu łóżka z rozłożonymi nogami. Stanęła między nimi i zaczęła mnie całować. Patrzyła mi głęboko w oczy. Całowała delikatnie po twarzy: czole, ustach i powiekach, uśmiechając się figlarnie. Po dłuższej chwili milczenia poprosiła poleciła, abym się rozebrał i położył na plecach. 

— Po co?​ — zapytałem zaskoczony, choć w mojej głowie tliła się nadzieja na obciąganko.

Zrobiłem, o co prosiła, ale tylko połowicznie. Siedziałem teraz nagi na łóżku. 

    — A ty? ​— zapytałem zaczepnie.​ — Nie rozbierzesz się? 

    — Może… ​— zaśmiała się, po czym zdjęła koszulkę i została w jeansach i czarnym staniku.

    Pocałowała mnie z głośnym cmoknięciem i pchnęła do tyłu. Spojrzała w dół, na mój sterczący, różowy pal i chrząknęła znacząco. Wahała się, co zrobić dalej. A mnie zaczęło się to coraz bardziej podobać. Podłożyłem poduszkę pod głowę i patrzyłem.

    Wtedy pomyślałem, że chodzi jej o miejsce – że waha się, bo nie wie, czy wypada robić loda ukochanemu w tak codziennym, ale i uświęconym miejscu. Ileż to razy klękała tu w zupełnie innym, całkiem grzecznym celu? Co wieczór w tym miejscu składała dłonie, klęcząc przed łóżkiem, za którym wisi Jezus na krzyżu, i dziękowała Bogu za wszystkie dary, którymi uraczył ją tego dnia. Jakże teraz miałaby pokłonić się przed sterczącym bożkiem mojej namiętności? Nie godzi się przecież.

    A jednak… Przemogła się, przeciągnęła Bozię z dekoltu na plecy i uklęknęła przede mną, jej nowym Baalem. Złożyła ręce w geście poddaństwa na moich udach i otworzyła usta do modlitwy. Zamiast jednak wypowiadać słowa paciorka, przyjęła mnie, swoją nową religię. Tymczasem ja zacząłem wypowiadać wyjękiwać psalmy dziękczynne.

    Seks hiszpański na pocieszenie

    Byliśmy u mnie. Na szczęście sami, bo współlokatorzy wyjechali na weekend. Tym razem to Katoliczka została pierwszy raz u mnie na noc. Z jednej strony był to wieczór, jakich mało, a z drugiej pozostawił niedosyt. Może zacznijmy od łyżki dziegciu. Kończył się jej okres. O ile ja zadeklarowałem pełną gotowość do posługi, to moja gościni studziła zapał rekruta, który nie posmakował jeszcze krwi na rozkosznej wojnie. Choć ostatecznie nie zgodziła się zdjąć majtek, to… nie oszczędzała się – i to dosłownie: finalnie była cała obolała od moich pieszczot.

    Całowałem, głaskałem, pocierałem, ssałem, lekko gryzłem i szczypałem, wytarmosiłem wreszcie – całe jej ciało. Wszystko dozwolone, poza oczywiście wkładaniem rąk w majtki. Ale już pocieranie przez majteczki jak najbardziej było mile widziane. Wymiesiłem ją tak mocno, że po którymś spazmie rozkoszy poprosiła, abym dał jej spokój, bo czuje, że ma otarcia…

    Za wszystkie rany odpłaciła mi najpiękniej, jak umiała. Choć byłą dziewczyną filigranową, z małymi piersiami, to zaproponowała zabawę właśnie nimi. To był mój pierwszy seks hiszpański. Położyła się na plecach. Ja klęczę obok jej głowy i przysuwam czubek penisa to jej ust. Liże go niespiesznie. A potem zachęca, aby uklęknął nad nią. W ten sposób moje berło miało najłatwiejszy dostęp do jej miękkich piersi. Dociskała mnie do swoich gołąbków i zachęcała do pocierania.

    Jej ciemne, duże sutki sterczały zachęcająco. Chciałem je uszczypnąć, pociągnąć, ale wiedziałem, że nie lubi takich ostrych pieszczot. Zamiast tego śliniłem palec i drażniłem się delikatnie z jednym sutkiem. Drugi zaś szturchałem penisem. Przyjemnie było naciskać, pocierać wędzidełkiem o jej nabrzmiały, twardy guziczek. 

    Napisz, co myślisz!

    Specify a Disqus shortname at Social Comments options page in admin panel





    Na logo znajduje się fuksjowy napis Rozkosznik.

    error: Content is protected !!