Przypadkowe spotkanie

Posadziłem ja na stole, i zdjąłem całkowicie spodnie razem z mokrymi majteczkami. Kolanem stanowczo rozszerzyłem uda. Kiedy uklęknąłem przed jej różą, zakryła ją dłonią, ale wiedziałem, że to już tylko gra pozorów.

Zacząłem całować i lizać wewnętrzną stronę ud. Sunąłem spragniony w górę, aby napić się ze źródełka. Wstrzymała oddech. Śledziła każdy mój ruch. Czułem jak napięte są mięśnie jej nóg. Dotarłem już prawie na szczyt. Pozostała tylko ostatnia przeszkoda – dłoń stojąca mi na drodze do zasmakowania wnętrza kwiatu. Jego woń drażniła nozdrza, zapraszała do skosztowania słodkiego pyłku.

Ostatnią przeszkodę usunęła mi z drogi sama, bez żadnych ponagleń, i szeroko otworzyła przede mną swoje najintymniejsze podwoje. Choć miałem przemożną chęć wpić się w nią, jak w soczysty, ociekający sokiem owoc, to jednak powstrzymałem własną niecierpliwość. Zacząłem wodzić językiem dookoła. Starałem się unikać muskania szparki. Zgodnie z moimi zamiarem doprowadziło to ją do szału. Położyła dłoń na mojej głowie, chcąc przycisnąć mnie do krocza. Przestałem wtedy robić cokolwiek. Złapałem jej nadgarstek; podniosłem wzrok i pokiwałem przecząco głową, oblizując przy tym lubieżnie usta. Poprosiłem, aby się położyła na stole.

Twarde drewno nie było było najwygodniejszym posłaniem, ale już za chwilę miałem jej zrekompensować z nawiązką tę drobną niedogodność. Kiedy położyła się na plecach, ponownie zacząłem pieścić okolice łechtaczki. Mogłem przy tym swobodnie delektować się widokiem wyginającego się ciała, falujących piersi i słuchać cichych na początku postękiwań.

Najpierw, poczynając od dołu, pociągnąłem wolno językiem po całej długości szparki. Powtórzyłem czynność kilka razy, ale koniuszkiem mojego narzędzia tortur starałem się lekko zanurzyć w rowku, tak aby muskać krawędzie obu warg.

Po chwili mój język był już w środku. Nie mogłem się powstrzymać: wierciłem nim bez zastanowienia, bez ładu i składu. Na chwilę dałem upust żądzom. Już po chwili całą twarz miałem ponownie pokrytą lepką, pachnącą wydzieliną; językiem piłem z jej naczynia, jak kot chlipie mleko z miski.

Dopiero kiedy ugasiłem nieco pragnienie, kiedy opamiętałem się, spostrzegłem, że moje chaotyczne pieszczoty doprowadziły ją na skraj rozkoszy. Poruszała rytmicznie biodrami, nasuwała cipkę na mój język, abym mógł jeszcze głębiej ją wylizać. Jęczała już wyraźnie. Dłonie kurczowo zaciskała na krawędzi stołu. Zmęczony już nieco, na widok jej wijącego się ciała, zdwoiłem swe starania.

Teraz jednak działałem z większym rozmysłem. Do moich warg i języka dołączyłem palce. Podczas gdy ssałem i lizałem łechtaczkę, dwoma palcami skierowałem się do wejścia pochwy: zagłębiłem się najpierw powoli, nabierając tempa symulowałem ruchy frykcyjne. Na przemian robiłem to najszybciej i najgłębiej, jak tylko mogłem, to znów zwalniałem lub wręcz przystawałem na chwilę.

W końcu rozszerzyłem dłońmi wargi sromowe. Otworzyła się przede mną czerwona, mokra od śliny i soków niczym od porannej rosy – różyczka. Wtedy pieściłem wnętrze jej kwiatu. Żadnych gwałtownych ruchów. Tylko powolne, długie pociągnięcia – mój język poruszał się z wprawą niczym pędzel w ręku mistrza.

Po ruchach jej miednicy poczułem, że niedługo dojdzie. Przygotowałem na ten moment coś specjalnego. Usztywniłem język najmocniej, jak tylko mogłem i wykonywałem nim ruchy analogiczne do pchnięć członka. Spodobało się jej to, bo zaraz sama zaczęła nabijać się na mój wysunięty język.

Przyspieszyła tempa. Nie zważała na mnie. Chyba już w niewielkim stopniu panowała nad swoim ciałem. Objęła moją głowę udami, przyciskając do swojej łasiczki. Brakowało mi tchu, ale nie byłem w stanie się uwolnić. Mogłem już robić tylko jedno: wnikać w nią dalej, jeszcze głębiej. W chwili orgazmu aż uniosła swoje ciało. Przebiegł po nim dreszcz, potem drugi i kolejne, już nieco słabsze. Zdołałem uwolnić się z jej uścisku. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę z nagłej ciszy. Co prawda oddychała intensywnie, ale brakowało mi tych głośnych pojękiwań i posapywań…

Uśmiechnęła się do mnie i położyła wyczerpana na stole. Jej piersi falowały w rytm oddechu. Spojrzałem na obiekt moich pieszczot. Cipeczka była już nieco wymęczona”, ale nadal… taka mokra i apetyczna. Liznąłem ją kilka razy, ale powstrzymała mnie ręką:

– Wystarczy na dzisiaj…


To moje pierwsze opowiadanie erotyczne. Napisałem je ładnych kilka lat przed założeniem tego bloga. Jest bardzo… niewinne?, w każdym razie na pewno bardziej kiczowate. Mam jednak do niego spory sentyment. Bez niego zapewne nie wpadłbym na pomysł pisania kolejnych opowiadań.

Napisz, co o nim myślisz!

No Older Articles

Napisz, co myślisz!

Specify a Disqus shortname at Social Comments options page in admin panel





Na logo znajduje się fuksjowy napis Rozkosznik.