W powietrzu wisiało coś gęstego od momentu, gdy Sarenka przekroczyła próg naszego mieszkania. To nie była jej pierwsza wizyta. Przyjeżdżała z Krakowa raz na kilka miesięcy, wnosząc ze sobą zapach innej rzeczywistości, dźwięk stukotu obcasów na panelach i ten specyficzny rodzaj energii, który zawsze elektryzował moją Łasicę.
Sarenka była ucieleśnieniem sprzeczności, co czyniło ją tak cholernie niebezpieczną dla męskiego spokoju ducha. Nazywaliśmy ją tak nie bez powodu. Była niska, filigranowa, o jasnej, niemal porcelanowej cerze i blond włosach, które w słońcu tworzyły wokół jej głowy aureolę. Miała te wielkie, sarnie oczy, którymi potrafiła patrzeć z udawaną naiwnością – płochliwa zwierzyna, która jednak lgnie do drapieżnika. Ale pod tą delikatną powłoką kryło się ciało stworzone do grzechu – wąska talia kontrastowała z pełnymi, ciężkimi piersiami i biodrami, które kołysały się przy każdym kroku, jakby wybijając rytm dla naszych myśli.
Moja Łasica uwielbiała ją. Kiedy Sarenka była w pobliżu, moja dziewczyna zmieniała się. Stawała się bardziej drapieżna, głośniejsza, częściej mnie dotykała, jakby chciała zaznaczyć teren, a jednocześnie popisywać się przed „przyjaciółką”.
Tamtego wieczoru siedzieliśmy w salonie do późna. Wypiliśmy po kilka kieliszków wina, rozmowy meandrowały między tematami banalnymi a tymi, przy których policzki Sarenki nabierały różowego odcienia. Obserwowałem je. Widziałem te drobne gesty – dłoń Łasicy na kolanie przyjaciółki, która „przypadkiem” zsuwała się nieco za nisko, czy sposób, w jaki Sarenka oblizywała usta, patrząc na moją partnerkę, a potem rzucając szybkie, spłoszone spojrzenie w moją stronę.
Czułem nieznośne napięcie w dole brzucha, ale instynkt kazał mi zachować dystans. Znałem ten schemat. To nie był pierwszy raz, gdy podczas wizyty tej małej blondynki działy się rzeczy, których nie potrafiłem do końca wytłumaczyć. Pamiętałem noc sprzed pół roku – obudziłem się wtedy w pustym łóżku. Łasica wróciła dopiero po godzinie, wślizgując się pod kołdrę pijana pożądaniem, pachnąca wilgocią i seksem. Wtedy, półprzytomny, pozwoliłem jej przejąć kontrolę. Pamiętam tylko jej mokre majtki, które ściągnęła i rzuciła mi na twarz, i to, jak ssała moje palce, które wcześniej błądziły w jej kroczu. Rano udawaliśmy, że to był tylko sen, ale napięcie zostało.
Tym razem jednak obiecałem sobie, że nie prześpię momentu prawdy.
Noc, która zmieniła wszystko
Koło drugiej w nocy towarzystwo się rozeszło. Sarenka, chichocząc cicho, poszła do pokoju gościnnego na końcu korytarza. Łasica pocałowała mnie mocno, niemal agresywnie, szepcząc „dobranoc”, i poszliśmy do sypialni.
Leżałem w ciemności, nasłuchując oddechu mojej kobiety. Był równy, ale wiedziałem, że nie śpi. Czekała. Ja też czekałem, walcząc ze zmęczeniem i alkoholem szumiącym w żyłach. W końcu, może po trzydziestu minutach, poczułem ruch materaca. Łasica wstała bezszelestnie. Znała każdą deskę w podłodze, która mogłaby skrzypnąć. Obserwowałem spod przymkniętych powiek, jak jej cień przesuwa się w stronę drzwi. Nie założyła szlafroka. Wyszła w majtkach i koronkowej koszulce na ramiączkach, dumnie, jak drapieżnik idący na łowy.
Odczekałem dłuższą chwilę. Serce waliło mi jak młotem, pompując mieszankę adrenaliny i zazdrości. To uczucie było trujące, a zarazem uzależniające. Wstałem i ruszyłem za nią.
Mieszkanie było pogrążone w ciszy, ale gdy zbliżyłem się do biura, które służyło także za pokój gościnny, usłyszałem to. Nie sapanie, ale wilgotny dźwięk głębokich, zachłannych pocałunków i szelest pościeli. Drzwi były lekko uchylone. Z okna wpadał tylko wąski snop światła latarni, ale wnętrze rozświetlała także mała lampka, rzucając bursztynowy blask na łóżko.
Scena, której nie powinienem widzieć
Zatrzymałem się. Powinienem wejść. Powinienem zrobić scenę albo… przyłączyć się. Ale nie mogłem się ruszyć. Widok, który zastałem, sparaliżował mnie i jednocześnie sprawił, że momentalnie stwardniałem.
Na łóżku, splątane w uścisku, leżały dwie kobiety. Moja Łasica i ta „niewinna” Sarenka.
Widok był hipnotyzujący. Sarenka leżała na plecach, bezbronna, a Łasica klęczała nad nią – drapieżna, pewna siebie. Jedna jej noga wcisnęła się między uda blondynki, rozsuwając je szerzej. Widziałem, jak jej dłoń znika pod podciągniętą bluzką przyjaciółki, wędrując po rozgrzanej skórze, szukając miękkości piersi. Sarenka reagowała instynktownie – jej ciało drżało jak struna, plecy wyginały się w desperackim łuku, jakby sama nie wiedziała, czy ucieka przed dotykiem, czy błaga o więcej.
Łasica nie spieszyła się. Powoli, niemal ceremonialnie, ściągnęła bluzkę przez głowę blondynki i rzuciła ją gdzieś w kąt. Odsłoniła mlecznobiałą skórę, idealnie gładką, niemal świecącą w bursztynowym blasku lampki. Jej palce wróciły do piersi. Masowały je pewnie, okrężnymi ruchami, potem zaciskały się na sutkach, szczypiąc je lekko, wykręcając, aż Sarenka jęknęła głośniej, a jej biodra uniosły się mimowolnie.
Czułem, jak moje własne ciało reaguje. Puls dudnił mi w uszach. Znowu pomyślałem, że powinienem coś zrobić – wejść, przerwać, a może… dołączyć? Ale byłem sparaliżowany. To było jak oglądanie zakazanego filmu, w którym grała kobieta, którą znałem lepiej niż ktokolwiek inny. I jednocześnie – wcale jej nie znałem.
Dłoń Łasicy zsunęła się niżej. Jej palce zahaczały o brzeg majtek Sarenki, bawiły się materiałem przez chwilę, jakby przedłużając agonię oczekiwania. Potem odciągnęła je na bok – brutalnie, bez ceremonii – i jej palce zniknęły między udami blondynki. Widziałem rytmiczny ruch jej nadgarstka, słyszałem mokry dźwięk, który przeszył mnie jak prąd. Sarenka wygięła się jeszcze bardziej, biodra zaczęły się unosić w takt penetracji, szukając głębszego kontaktu, jakby jej ciało znało ten taniec na pamięć.
A potem Łasica sięgnęła drugą ręką do rozsypanych blond włosów. Chwyciła je mocno, zaplątując palce w jedwabiste pasma, i pociągnęła delikatnie, ale stanowczo do tyłu. Głowa Sarenki odchyliła się, odsłaniając długą, bladą szyję, a jej usta otworzyły się w niemym krzyku – nie bólu, nie protestu – czystej, nieokiełznanej rozkoszy.
Stałem w progu jak zahipnotyzowany. Ten kontrast. Opalona, muskularna sylwetka mojej kobiety – dominująca, pewna każdego ruchu – i mlecznobiała, drżąca skóra blondynki, która oddawała się bez reszty. Wyglądały jak rzeźba wykuta z dwóch różnych rodzajów kamienia: marmuru i bursztynu.
I wtedy dotarło do mnie coś jeszcze. To napięcie, ta chemia między nimi – to nie był przypadek. To działo się już wcześniej. Może wiele razy.
– Ciiichooo… – syknęła Łasica, pochylając się, by ugryźć Sarenkę w szyję, tuż przy uchu. – Bo go obudzisz.
To zdanie podziałało na mnie jak policzek, a zarazem jak afrodyzjak. Więc to prawda! To była ich tajemnica. Ich gra, w której ja byłem nieświadomym widzem. A może wcale nie takim nieświadomym?
Patrzyłem, jak Łasica powoli przesuwa się w dół ciała przyjaciółki. Jej piersi kołysały się tuż nad twarzą Sarenki. Blondynka próbowała chwycić je ustami, wyciągając szyję, ale moja partnerka była szybsza – drażniła się z nią, uciekając w dół. Prześlizgnęła się wzdłuż mostka, całując żebra i płaski brzuch, aż dotarła do celu.
– Chcę cię posmakować – mruknęła, chwytając Sarenkę mocno za uda i rozszerzając je do granic możliwości.
Zanurkowała między jej nogi z drapieżną pewnością siebie. Było w tym coś zwierzęcego, głód, który nie znał umiaru. Łasica napierała twarzą na jej krocze, a jej język pracował rytmicznie, wydobywając z blondynki głośne, mokre dźwięki. Widziałem, jak palce mojej kobiety znikają w wilgotnym wnętrzu przyjaciółki, narzucając tempo, któremu ta nie mogła się oprzeć.

– Tak, tak… o boże… – jęczała Sarenka, wyginając się w łuk. Jej drobne ciało dygotało, a pełne piersi podskakiwały przy każdym szarpnięciu bioder.
Stałem w cieniu korytarza, ściskając framugę tak mocno, że zbielały mi knykcie. Czułem wściekłość – byłem intruzem we własnym domu, zbędnym elementem. Ale widok mojej kobiety, tak władczej i wyzwolonej, biorącej sobie tę śliczną dziewczynę, sprawił, że krew odpłynęła mi z mózgu prosto w krocze. Byłem twardy jak kamień. Chciałem tam wejść, rozepchnąć je, wejść w jedną, kazać drugiej ssać i zniszczyć tę ich intymną chwilę moją brutalną obecnością.
Ale nie zrobiłem tego.
W tym momencie Łasica przyspieszyła. Jej ruchy stały się spazmatyczne. Złapała Sarenkę za piersi, ściskając je bezlitośnie, aż na bladej skórze zostały czerwone ślady. Mała krzyknęła w poduszkę, wstrząsana dreszczami orgazmu, a Łasica trwała przy niej, spijając każdy jej jęk, aż sama opadła na nią ciężko, dysząc z wyczerpania i satysfakcji.
Sarenka nie pozwoliła jej odpocząć. Wciąż drżąca, uniosła się i zaczęła całować Łasicę, zlizując własne soki z jej ust i policzków. To był powolny, niemal rytualny gest. Potem przesunęła się niżej, zajmując się piersiami mojej kobiety – tymi pełnymi, ciężkimi piersiami, którymi ja sam tak uwielbiam się bawić.
A potem jej dłoń powędrowała w dół i zaczęło się coś, co sprawiło, że zacisnąłem zęby. Sarenka zaczęła uderzać otwartą dłonią w krocze Łasicy. Najpierw cicho, potem coraz głośniej. Plask. Plask. Mokry, mięsisty dźwięk uderzania o nabrzmiałe wargi. Znałem ten dźwięk. Znałem ten ruch. Krew we mnie zawrzała. To ja pokazałem Łasicy tę technikę. To była nasza rzecz, ten specyficzny rodzaj stymulacji, który doprowadzał ją do szaleństwa. A teraz widziałem, że sprzedała ten trik swojej kochance.
Sarenka nie przerywała. Wsunęła palce głęboko w nią, pieprząc ją w szybkim rytmie, podczas gdy Łasica jedną dłonią pocierała łechtaczkę, a drugą mocno wykręcała swój sutek. Napięcie sięgnęło zenitu. Łasica otworzyła usta do krzyku, ale blondynka natychmiast ją uciszyła, wpychając jej głęboko język do gardła. Krzyk zmienił się w stłumiony jęk. Łasica doszła gwałtownie, jej nogi zwarły się jak nożyce, chwytając rękę partnerki w żelazny uścisk.
Gdy drgawki ustąpiły, nastąpiła dziwna przemiana. Łasica, ta drapieżna łowczyni, skuliła się i wtuliła twarz w szyję i piersi Sarenki. Blondynka głaskała ją czule po włosach i całowała w czoło. Role się odwróciły. Teraz to moja kobieta była tą kruchą, wymagającą opieki, a Sarenka dawała jej ukojenie.
Wycofałem się.
Cicho, na palcach, wróciłem do sypialni. Położyłem się do łóżka, ale nie przykryłem się kołdrą. Leżałem długą chwilę, wpatrzony w sufit, czując, jak pulsuje we mnie gniew zmieszany z nieokiełznanym pożądaniem. To nie mogło ujść jej na sucho. Nie tym razem.
Wróciła po kilku minutach. Była ostrożna. Myślała, że śpię. Wślizgnęła się do pokoju, niosąc ze sobą ten sam zapach co wtedy – piżma, potu i innej kobiety. Gdy tylko dotknęła materaca, nie dałem jej szansy na ucieczkę w sen.
Kara – gdy zazdrość przejmuje kontrolę
Wystrzeliłem jak sprężyna. Złapałem ją za ramię i jednym gwałtownym ruchem pociągnąłem na siebie, a potem przekręciłem tak, że wylądowała na plecach. Przygwoździłem ją swoim ciężarem.
– Aaa! – krzyknęła krótko, zaskoczona. W jej oczach przez ułamek sekundy widziałem strach, który szybko ustąpił miejsca zrozumieniu. Spojrzała na moją twarz, potem na mojego wzwiedzionego członka, który rozpychał bokserki.
Wiedziała.
Nie powiedziałem ani słowa. Nie musiałem. Zrozumiała, że gra się zmieniła. Chciała coś powiedzieć, może się wytłumaczyć, może skłamać, ale zatkałem jej usta dłonią. Nie delikatnie. Stanowczo. Czułem jej przyspieszony oddech na skórze dłoni.
– Ciii – syknąłem, parodiując jej zachowanie sprzed chwili. – Bo ją obudzisz.
Odsunąłem się trochę. Tylko po to, by jednym, szybkim ruchem zdjąć z niej majtki. Rozszerzyłem jej nogi kolanem. Była mokra. Oczywiście, że była. Śliska od śliny Sarenki i własnych soków. To doprowadziło mnie do szału.
– Myślałaś, że tego nie widzę? – mruknąłem jej do ucha, chwytając ją za piersi. Ścisnąłem je mocno, tak jak ona ściskała Sarenkę. Może nawet mocniej. Łasica jęknęła, wyginając się, ale nie protestowała. To była część kary.
Pochyliłem się i zacząłem lizać jej sutki. Szorstko, zachłannie. Nie pieściłem ich, ja je pożerałem. Gryzłem brodawki, ciągnąłem skórę zębami, sprawiając jej ból, który balansował na granicy przyjemności. Czułem, jak jej ciało reaguje – spinała się, jej dłonie zaciskały się na prześcieradle, a biodra same szukały kontaktu ze mną.
– Jesteś niegrzeczną suką – warknąłem, podnosząc się, by spojrzeć jej w oczy. Były ciemne, rozszerzone, pełne uległości, której rzadko doświadczałem. – I muszę cię za to ukarać.
Ściągnąłem bokserki i ustawiłem się między jej nogami. Nie bawiłem się w grę wstępną. Ona jej nie potrzebowała, a ja nie miałem na nią cierpliwości. Chwyciłem swojego członka i wprowadziłem go w nią jednym, potężnym pchnięciem. Wszedłem w nią cały. Była ciasna, gorąca i niesamowicie śliska.
Jęknęła głośno, odrzucając głowę, ale znowu zakryłem jej usta dłonią.
– Cicho – rozkazałem.
Zacząłem ją rżnąć. To nie było kochanie się. To było pieczętowanie własności. Każde pchnięcie było surowe, głębokie, wymierzone tak, by poczuła mnie w każdym calu swojego ciała. Uderzałem biodrami o jej pośladki z głośnym klaskaniem, które niosło się echem po pokoju. Chciałem zetrzeć z niej dotyk Sarenki, zastąpić go swoim. Chciałem, żeby rano nie mogła chodzić bez pamięci o tym, co się teraz dzieje.
Łasica wiła się pode mną, próbując dostosować się do mojego rytmu, ale nie pozwalałem jej na to. To ja dyktowałem tempo. Zwalniałem, by drażnić ją samą końcówką, a potem wbijałem się w nią z furią, aż do samej macicy.
Czułem, że zbliżam się do końca. Emocje, obraz z pokoju obok i fizyczne doznania kumulowały się w jednym punkcie. Wyciągnąłem z niej członka gwałtownie.
Łasiczka otworzyła oczy, zdezorientowana, dysząc ciężko. Jej piersi falowały, cała była pokryta potem. Chwyciłem ją za włosy i pociągnąłem w górę, zmuszając, by usiadła.
– Do buzi – rzuciłem krótko, nie znając sprzeciwu.
Zrozumiała od razu. Objęła mojego członka dłońmi i wzięła go do ust. Nie byłem delikatny. Trzymając ją za tył głowy, narzuciłem jej rytm głębokiego gardła. Dławiła się, łzy napłynęły jej do oczu, ale nie przestawała. Ssała mocno, posłusznie, walcząc o oddech, podczas gdy ja patrzyłem na nią z góry – na moją piękną, zdradziecką, perwersyjną kobietę, która teraz, pokonana, dawała mi wszystko.
– Wszystko – warknąłem, czując nadchodzącą falę. – Masz połknąć wszystko.
Zacisnąłem palce na jej włosach i doszedłem głęboko w jej gardle, pulsując raz za razem, zalewając ją swoją spermą. Przytrzymałem ją tam jeszcze chwilę, zmuszając do przełknięcia każdej kropli, upewniając się, że przyjęła tę karę w całości.
Dopiero gdy poczułem, że przełyka, poluzowałem chwyt. Opadła na poduszki, kaszląc lekko, z potarganymi włosami i błyszczącymi od śliny ustami. Wyglądała na zniszczoną. I wyglądała na szczęśliwą.
Położyłem się obok niej, ciężko oddychając. Adrenalina powoli opadała, ustępując miejsca zmęczeniu. Łasica przytuliła się do mnie, kładąc głowę na mojej piersi. Nie mówiła nic. Nie musiała. Wiedzieliśmy oboje, że ta noc zmieniła zasady gry.
Leżeliśmy tak w ciszy, a ja, gładząc ją po ramieniu, myślałem o Sarence śpiącej za ścianą. O tym, jak patrzyła na Łasicę. I o tym, jak Łasica patrzyła na nią. Kara została wymierzona, ale w mojej głowie kiełkowała już nowa myśl. Skoro tak bardzo lubią się bawić… może następnym razem nie będę musiał stać za drzwiami. Może następnym razem drzwi pozostaną otwarte nie tylko dla mojego wzroku.
Ale to była gra na inną noc. Teraz miałem moją Łasicę z powrotem, naznaczoną i odzyskaną. I to mi na razie wystarczało.

Napisz, co myślisz!